Workload and emotions
Nienawidze pracy. A szczególnie kiedy moja przyszłość zależy od jej wyników. Magisterka to naprawdę ciężki kawałek chleba, z którym ja powoli przestaje dawać sobie rady. Pisze, pisze i pisze.. Latex wciąż mnie zaskakuje nie tylko różnorodnością funkcji, które mogę wykorzystać, ale również totalnym brakiem jakichkolwiek instrucji jak większość z nich zastosować. Mam wrażenie, że większość mojego czasu spędzam nad customize'owaniem list, które z jakiegoś powodu nie chcą wyglądać tak jak ja bym je chciała widzieć. W żadnym razie nie na pisaniu. Co to to nie. To byłoby za proste.
Stres daje mi się potężnie we znaki. Ignorowanie przyjeciół wcale nie pomaga, a myśl i tym, że mogą mieć mi to za złe kompletnie rozprasza. Ponadto terminy gonią, a wszyscy dookoła chcą wiedzieć co dalej. A ja nie wiem co dalej ze mną będzie. Chciałabym się schować w skorupce i przezimować aż samo się wszystko wyjaśni. Chciałabym potrafić tak po prostu wyłączyć stres związany z tym, że nie wiem co dalej. Czy to naprawdę jest aż takie straszne, że nie wiem co dalej?
---
Jest. Przynajmniej dla mnie. Chyba po raz pierwszy w życiu nie wiem co będzie dalej. Ja, najbardziej zorganizowana i ogarnięta osoba na świecie - nie mam planu na jutro i cierpię katusze z tego powodu.
2012-03-21 03:03:04
skomentuj (0)
Co dalej...
Praktycznie ciągłe rozważania nad tym jak przekonać Go żeby do mnie wrócił są obecnie przerywane chwilami refleksji nad sensem. Sensem moich prób. Może moje próby są z gory skazane na porażkę. Może tak naprawdę to czym powinnam się zajmować to odbudowanie własnego życia. Czy ktoś zna odpowiedź na to pytanie?
Widzieliśmy się przedwczoraj. Spędziliśmy razem uroczy wieczór udając, że jesteśmy cały czas razem. 'Oszukując rzeczywistość' jak On to nazywa. Nasze udawanie zostało przerwane przypadkowym napotkaniem mojej znajomej.. Wciąż udawaliśmy, że udajemy. Potem poszliśmy do mnie do domu i On został na noc. Kochaliśmy się namiętnie. On twierdzi, że nasza miłość jest taka inna. Taka głębsza i bardziej uczuciowa.. Jednocześnie twierdzi, że mnie nie kocha. Czy te dwa elementy zdażają się jednocześnie? Chyba nie. A jednak do mnie wraca.
Nie rozmawia ze mną. A może to ja nie rozmawiam z nim? Może to ja jestem tak zablokowana w jego obecności, że nie jestem w stanie rozmwiać.. A może cały czas jest dla mnie tym kim był i nie czuję potrzeby starania się? Czemu wszystko jest takie skomplikowane..
2010-12-30 01:10:39
skomentuj (0)
powrót
Powracam tutaj z postanowieniem zmiany swojego życia. Mam wrażenie, że potrzebuję świadków. Nawet wirtualni wystarczą. Bo ja sama nie wystarczam. Jak do tej pory wszelkie moje postanowienia spaliły na panewce.. albo co gorsza w zarodku. Moje życie jak zawsze jest okiełznane i zorganizowane podczas gdy mój umysł po prostu szaleje.
No, więc rozstaliśmy się z Kubą... 2 tygodnie temu. Trochę to czasu jest. W między czasie wszystkie grzechy mojego życia wyszły na jaw i mężczyzna mojego życia nie chce mnie znać. Nie zobaczę go już nigdy w życiu.. może przypadkiem na ulicy miniemy się jak nieznajomi udając, że nic nigdy nas nie łączyło. Ostatni raz widzieliśmy się wczoraj. 3 godziny spędziliśmy przytuleni płacząc, że to koniec. On nie może mnie już zaakceptować ze względu na moje zdrady, a ja nie będę się mu narzucać, bo chcę żeby był szczęśliwyy. W związku z tym obydwoje nie jesteśmy. Logiczne? Nie. Ludzkie? Jak najbardziej. Czuję straszną pustkę wewnątrz i chciałabym móc zadać pytanie dlaczego, ale dobrze wiem. Połowa mojego zycia właśnie została wykreślona, wymazana i muszę o niej zapomnieć. Chyba jeszcze gorzej ma Kuba.. on cały czas mocno kochał. Ja miałam swoje drugie życie, a on cały czas kochał. To czyni mnie chyba jeszcze gorszą niż mi się wydawało. Teraz ja się wyprowadziłam i probuje zacząć nowe życie, a on musi się jeszcze uporać ze starym.. Ja to po prostu wykreślam, żeby nie rozpaczać i obiecuje poprawe, a on walczy ze wspomnieniami i tęsknotą.
Zaczęłam widywać fajnego chłopaka, ale.. chyba tylko po to, żeby nie mysleć o samotności. Ale może to mi potrzebne?
Wczoraj kiedy rozdzielaliśmy z Kubą rzeczy obydwoje mieliśmy ochotę wykorzystać każdą ostatnią spędzoną sekundę. Rzucić się na siebie, kochać, całować, tulić.. być tak blisko jak się tylko da i nigdy się nie rozstać. Ciężko było to powstrzymać. Nie dlatego, że on nie chciał... chciał. Ale ja zaczynam nowe życie bez zdrad, oszustw i kłamstw. Nie zrobię tego więcej. Nie zmarnuję kolejnej życiowej szansy jeśli taka się trafi. Nie mogę sobie na to pozwolić. Nie zranię więcej drugiej osoby tak jak to zrobiłam. Więc wczoraj.. przytulaliśmy się i nie wykorzystałam tego momentu w pełni. Żałuję? Tak. Szczerze żałuję. Ale wiem, że po raz pierwszy zrobiłam coś co było w porządku. W końcu widuję kogoś. Czy to poważne? To pytanie nie powinno zostać zadane.. jakiekolwiek zaangażowanie z inną osobą byłoby nie w porządku. Już przytulanie się jest, szczerze powiedziawszy, nie w porządku. Ale tego nie mogłam sobie odmówić. Przyznam się do tego. Najwyżej znowu będę zaczynać wszystko od początku.
Więcej wieczorem.
2010-11-18 11:10:52
skomentuj (0)
dawno, dawno temu...
mnie tu nie było.
Czas płynął sobie spokojnie, a ja zmieniałam swoje życie. Na lepsze?
Na razie nie widzę pozytywnych zmian natomiast na pewno jest w nim więcej wszystkiego poza tym najważniejszym.
Facet mojego życia wyjechał sobie do Londynu i na żywo widujemy się sporadycznie. Na skype'ie rozmawiamy dosyć często, ale przecież każdy wie, że to nie to samo.
Zaczęłam studia. Matematyka na UW. Ludzie w porządku, studia w porządku, natomiast zapał mi się kończy.
Angielskiego uczę się praktycznie non stop. Mam wrażenie, że i tak to nie wystarczy na nadrobienie moich zaległości...Ech.. no nie będę studiować tylko pójdę do pracy w tym Londynie za rok.
No to by było na tyle z podsumowania ogólnego mojego życia podczas nieobecności na blogu.
Teraz to co mi na sercu leży:
W piątek rano lecę do Londynu! W końcu po tych 3 tygodniach zobaczę się z Kubą... Okrutnie męczą mnie te rozłąki. Takie życie jest stanowczo nie dla mnie :/ Ale cóż - jedyne wyjście żeby z nim być. Trudno, trzeba przecierpieć :/
2007-11-20 21:46:15
skomentuj (1)
wakacje
Ciągłe, nieustanne i wspaniałe :)
Póki mogę nie myśleć o maturze jest pięknie :)
Niedługo wyniki, a wtedy będzie gorzej.
A poza tym chyba znalazłam faceta na dobre i złe. Zaskakuje mnie co chwila.. rzecz jasna pozytywnie :P
A poza tym świat stoi otworem, a marzenia się spełniają.
Jak wrócę z Trójmiasta to będę pracować nad kochaną siostrzyczką, bo ta chyba zwątpiła w realizację snów.. A to się wszystko da zrobić :D
2007-06-18 22:39:29
skomentuj (2)
prawie koniec
Matur już prawie koniec.
Jutro ostatnia. Uczciwie powiedziawszy nie mam pojęcia jak się do niej przygotować. Ustny francuski. W zasadzie to trzeba tylko zaliczyć, ale i tak się nieco stresuję.
Ale potem już wolne.
Mam powalający projekt odnowienia mojego biurka.. Pewnie zajmie mi jakiś tydzień, ale jest tego warty :)
I nawet jak mi nie wyjdzie to będę się przy tym świetnie bawić :D
2007-05-22 13:48:46
skomentuj (3)
nieustający ciąg porażek.
Ta matura jest jednym nieustającym ciągiem porażek. Wszelkie moje nadzieje są niszczone przez jakieś kartki papieru.
Próbuję samą siebie przekonać, że to nie ma wpływu na moje życie, ale nie mogę w to uwierzyć.
Każdy kolejny egzamin obniża mój poziom samooceny, który i tak jest wystarczająco niski.. To pasmo niepowodzeń doprowadza moją psychikę do szaleństwa. Faszeruję się proszkami uspokajającymi, ale nie wiem do czego mnie to doprowadzi..
W tej chwili czuję się jedną wielką przegraną.
2007-05-18 21:23:30
skomentuj (2)